
POLECAMY
Uruchamiając profil zdecydowana większość właścicieli lokali chce, by licznik na Facebooku polubień leciał z taką prędkością, jak elektryczny u rodziny Griswoldów po podłączeniu iluminacji świątecznej w słynnym filmie "Witaj św. Mikołaju". Zaczynają się wtedy majstrowania przy liczniku, zresztą my to mamy we krwi - przekręcić licznik kilometrów, by auto przejechało mniej niż w rzeczywistości, owinąć folią podzielnik ciepła, by mniej zapłacić, podłączyć kabelki sąsiadowi by jego licznik rejestrował prąd z naszego warsztatu samochodowego itd. Co robią wspomniani właściciel restauracji, a no ogłaszają konkursy nie do końca zgodne z prawem, wykupują promocje, albo idą totalnie na skróty i kupują lajki. Można je kupić, takich ofert jest mnóstwo w necie, a chętnych rączek do lajkowania w szkole podstawowej w Mozambiku jest wiele. Tylko czy o taką popularność nam chodzi.
Co osiągamy? Po otwarciu restauracji, baru czy bufetu mamy np. ponad 1000 lajków, a w lokalu...
Ta część serwisu dostępna jest
tylko dla zalogowanych.
Zaloguj się, aby uzyskać dostęp do materiałów.
Nie masz jeszcze dostępu?
Zarejestruj się bezpłatnie i zyskaj dostęp do pełnej
zawartości serwisu.